Czy warto mówić w pracy o problemach osobistych?

Moja własna słabość przypomniała mi, jak ważna jest kwestia transparentności i otwartości. Takich słabości wszyscy mamy wiele, ale czy warto opowiadać o nich w pracy?

Moje wyznanie

Strasznie mi ciężko znaleźć czas na pisanie. Mały płacze, obiad nieugotowany, pranie niezrobione, a to, co zrobione, wala się gdzieś po domu. Nastał chaos. Zresztą jak u niejednej matki. Miałam nie wywalać na blogu prywaty i pokazać tylko profesjonalną stronę Dudy. Ale przecież to właśnie transparentność uwiarygadnia to, kim i jacy jesteśmy. Nie chciałabym, żebyście pomyśleli, że olałam temat, więc jakiś czas temu otwarcie przyznałam się do chwilowego przestoju.

Serio, miałam spore obawy przed takim oficjalnym postawieniem sprawy. Ku mojemu zaskoczeniu spotkało się to z bardzo pozytywnym odzewem. Dzięki za to.

Transparentność w pracy

Ta sytuacja natchnęła mnie do poruszenia kwestii transparentności w pracy. Czy powinniśmy przyznawać się, jeśli mamy problemy osobiste? Odpowiedź brzmi – tak, jesli wpływają negatywnie na naszą pracę. W moim przypadku jest dokładnie tak samo. A ponieważ czytelnika traktuję nie tylko jako odbiorcę, ale też jako szefa, uważam, że należy się mu wytłumaczenie.

Kolejny przykład. Wyobraźcie sobie pracownika, który bierze 5 dni wolnego. Bierze je w czerwcu, potem lipcu i potem jeszcze 3 dni na początku sierpnia. I jeszcze 5 dni na koniec sierpnia. Mało go w pracy. Oczywiście ma do tego prawo i nikt tego nie podważa. Nasz bohater nie jest zbyt wylewny i nie chwali się na Facebooku, jak spędza czas poza pracą. Co w takiej sytuacji myśli jego szef? Pewnie, że dużo odpoczywa, może że robi sobie wypady poza miasto, może jakieś krótkie pobyty za granicą. Trochę go jednak martwią te urlopy, bo przecież w tym czasie nie pracuje… A na pewno znajdzie się i taki szef, który szepnie pod nosem, że ów bohater jest niezłym obibokiem i jak tylko spadną wyniki jego pracy, to dłużej darmozjada trzymać nie będzie.

A co by było, gdyby nasz bohater przyszedł do szefa i powiedział:
Słuchaj, zachorowała mi matka. Muszę zorganizować jej opiekę i wziąć trochę wolnego. Zakładam, że potrwa to kilka miesięcy, zanim sytuacja się ustabilizuje.

Czy szef po takiej rozmowie nazwie go obibokiem? Czy będzie się zastanawiał nad zwolnieniem? Oczywiście, że nie. A jeśli jeszcze trafi się wyjątkowo empatyczny osobnik, to może nawet zaproponować pomoc.

Wniosek z tych historii jest prosty. Jeśli nie powiemy w pracy o bolączkach, to nikt sam z siebie nie wpadnie na pomysł, żeby nam pomóc. Nie poczeka. Nie wesprze ani mentalnie, ani finansowo. Nie namawiam Was, żeby od razu wylewać żale i prywatę. W sytuacji, gdy jednak zauważamy, że sprawy osobiste mają negatywny wpływ na naszą pracę, to warto pogadać, wytłumaczyć się. I tak samo tyczy się to każdego szefa, jak i pracownika.

Pochwały

W takich chwilach przypominam sobie wiadomość, jaką otrzymałam od jednego z czytelników bloga:

Każdy z nas jest w czymś dobry. I na pewno zdarza się, że nas chwalą. Jeśli już raz pokażemy pewną jakość pracy, to otoczenie będzie oczekiwało tej jakości cały czas. Dlatego wszelkie odchylenia od normy wymagają wyjaśnienia.

Was – czytelników traktuję jak mojego szefa. A skoro szef mnie pochwalił i mówi, że ceni moją pracę, to jestem mu winna wyjaśnienie, jeśli jakość tego, co robię, spada. Zachęcam Ciebie – szefie i Ciebie – pracowniku do zrobienia tego samego. Uczymy się wzajemnie w ten sposób empatii. W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi z bardzo podobnymi problemami.


Zostań ze mną na dłużej ;)

Daj się zainspirować do tworzenia wartości w biznesie. Obserwuj mnie na:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *