Paweł Tkaczyk o wartościach i pomaganiu | #Dudapyta

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Na konferencyjną scenę wchodzi facet, który od lat jest moim marketingowym autorytetem. I nagle zaczyna mówić moim językiem i w dodatku o rzeczach, które dla mnie są niezwykle ważne, które obserwuje i zgłębiam namiętnie od lat. I z minuty na minutę miód wylewa się na moje serce. Tak właśnie Paweł Tkaczyk rozkochał mnie w sobie słowami o wartościach w biznesie. I zrobił to na tyle skutecznie, że aż wyznałam mu publicznie miłość na Twitterze, a w konsekwencji wzięłam na przepytki ;)

Ruszam z cyklem wywiadów z ludźmi, którzy wyznaczają trendy i inspirują innych do działania. Na pierwszy rzut zaprosiłam do rozmowy właśnie Pawła, który sam mówi o sobie, że zarabia na życie opowiadaniem historii. Wykłada, szkoli, mentoruje i buduje silne marki. Ale osobiście doceniam go najbardziej za to, co opisuje na swoim blogu – paweltkaczyk.com oraz w książkach „Zakamarki marki” i „Grywalizacja”. Zapraszam na pierwszy wywiad z cyklu #Dudapyta.

Iwona Duda: Podczas swojego wystąpienia na Blog Forum Gdańsk powiedziałeś, że nie powinniśmy się chwalić, jeśli komuś pomagamy. Bardzo mnie ciekawi skąd takie podejście? Mógłbyś rozwinąć? Czy sugerowałbyś zatem firmom/markom opowiadanie historii o ich działaniach filantropijnych?

Paweł Tkaczyk: Na Blog Forum Gdańsk mówiłem o moim prywatnym podejściu i kiedy mówiłem „my” miałem na myśli bardziej ludzi niż marki. Pomaganie na pokaz wypacza ducha pomagania. OK, można mieć podejście takie, że nawet jeśli ktoś to robi dla chwalenia się, nadal ktoś inny otrzymuje pomoc. Jest taki cytat: „Jeśli musisz mówić ludziom, że jesteś damą, to prawdopodobnie nią nie jesteś.” Tak samo traktuję pomaganie. Lepiej, żeby ktoś inny o tym mówił głośno niż mam się sam chwalić. Markom takie podejście także wyszłoby na dobre, ale rozumiem potrzebę gwarantowanego „ugrania” wyniku – poleganie na opinii innych nie jest wtedy najlepszą strategią.

ID: Z drugiej strony powiedziałeś też, że posiadanie publiczności na blogu ma znaczenie i że trzeba tę publiczność wykorzystać do pomagania. Czy to oznacza, że wolisz zachęcać swoich fanów do akcji organizowanych przez inne marki/firmy/osoby, jednak swoje działania pomocowe pozostawiać dla siebie?

PT: Posiadanie publiczności – ludzi, którzy Cię słuchają – to przede wszystkim odpowiedzialność. Odpowiedzialność za to, czego słuchają (a więc: za to, co mówisz). Wolę zachęcać swoich fanów do pomagania w ogóle, bez oglądania się na to, czy przy danej akcji coś majstrowałem sam. Dlatego zwykle po prostu przemilczam moją rolę. Bo przecież tu chodzi o pomoc konkretnej osobie potrzebującej, a nie o podkreślanie własnych w tej pomocy zasług. Czyli wracamy do poprzedniego pytania i mojego światopoglądu: pomagamy w ciszy.

ID: Zarabiasz na życie opowiadaniem historii. Jak zatem radziłbyś markom opowiadanie historii o ich działaniach charytatywnych, by nie zostały odebrane jako przykrywka przed nieuczciwymi praktykami?

PT: Dobra historia ma bohatera, który osiąga cel po przezwyciężeniu trudności. Ten ostatni element (trudności) jest o wiele ważniejszy niż nawet osiągnięcie celu. Jedna z reguł storytellingu opracowanych przez studio Pixar mówi „Podziwiamy bohatera bardziej za to, że się stara niż za to, że mu się udało.” Zatem dobra opowieść o pomaganiu to opowieść o bohaterze, który – pomimo przeciwności – dopiął swego. Kropka. Zwróć uwagę, że nie ma tu opcjonalnego fragmentu „z naszą pomocą”. To prawda, że w typowym schemacie opowieści jest pomocnik – mądra osoba czy magiczny artefakt. Ale opowieść całkiem nieźle radzi sobie także bez nich. Zatem: jeśli obecność „pomagacza” (firmy, marki) nie jest kluczowa dla opowieści, można ją naprawdę pominąć. I po prostu podpisać się na końcu. Ludzie skojarzą. Jeden z lepszych przykładów ostatnich lat: Polpharma, która sponsoruje film „Bogowie”. Bohaterem jest prof. Religa i jego bój o przeszczep serca. Nie ma żadnego nachalnego lokowania produktu. A na początku filmu jest po prostu plansza z nazwą firmy-mecenasa projektu. To wystarczy.

Jeśli firma sponsoruje remont domu dziecka, sednem tej opowieści powinno być dążenie jednego z wychowanków: zdobycie wymarzonego celu. Dobrze poprowadzona opowieść będzie wzruszać nawet jeśli „pomocnik” nie będzie wyraźnie zaznaczony. Inny przykład: świąteczna reklama Allegro. Tam lokowanie produktu jest na samym początku i na końcu całej produkcji. Więcej naprawdę nie potrzeba.

ID: Coraz więcej mówi się o marketingu wartości i zarządzaniu poprzez wartości. Obserwuję jednak, że firmy z sektora MŚP wciąż nieufnie podchodzą do ich wdrażania, twierdząc, że są na to jeszcze za małe (finansowo, kadrowo, czasowo). Czy są jakieś praktyki, które mógłbyś polecić nawet najmniejszym przedsiębiorstwom z zakresu marketingu wartości, tak by nie generowały zbyt dużego obciążenia?

PT: Marketing wartości bardzo mocno opiera się o kulturę firmy. Kultura z kolei to jest wszystko, co dzieje się w przestrzeni między ludźmi. Zatem firma, która zatrudnia swojego pierwszego i drugiego pracownika jest już odpowiedniej wielkości, by wdrażać zarządzanie przez wartości i marketing wartości. Mówienie, że jest za mała jest po prostu usprawiedliwianiem się.

Wdrażanie wartości nie wymaga wielkich nakładów. Wprost przeciwnie. Duże firmy inwestują w „wartości” bardzo często zabierając się za to od złej strony: opracowują wartości i… potem piszą je na ścianie. W formie plakatu, napisu w sali konferencyjnej. Tymczasem chodzi o dużo prostsze rzeczy: ustalenie zerojedynkowych reguł, które mówią, jakie zachowania są bezwzględnie nagradzane, a jakie są karane. Opracowanie metod pomiaru tych zachowań. Ustalenie, w jaki sposób będziemy świętować przestrzeganie reguł a w jaki karać za ich naruszanie. W większości firm kultura nie jest w żaden sposób wyróżniająca: ludzi nagradza się premią za dobre zachowanie, zwolnieniem lub naganą za złe. Tymczasem można do tego podejść bardziej kreatywnie i… mamy już opowieści o wartościach.

Zdjęcie pochodzi z FB bloga paweltkaczyk.com.


Zostań ze mną na dłużej ;)

Daj się zainspirować do tworzenia wartości w biznesie. Obserwuj mnie na:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *