WYdajMY KLIKa – crowdfunding case study | Cz. 1

Doktor Klik

Krótka historia o tym, jak spełniliśmy marzenie pewnego Krystiana i zebraliśmy 10 000 zł na pomoc dzieciakom.

Opisuję tu różne projekty, crowdfunding też już był. Ale w ten projekt zaangażowałam się osobiście i dlatego mogę Wam go przedstawić od środka. Na początek pokażę główne założenia, w jaki sposób wybraliśmy model finansowania, z kim współpracowaliśmy itp.  Kolejny wpis poświęcę na strategię komunikacji i zasięgi, jakie wygenerowaliśmy. Zobaczcie, jakie były sukcesy, a jakie porażki, co osiągnęliśmy łatwo, a co nieco trudniej. Mam nadzieję, że wyniesiecie z tego wpisu garść inspiracji dla siebie. Podobno uczenie się na cudzych błędach (i sukcesach) jest najlepsze, ale też i dłużej trwa. Ja zachęcam do jednego i drugiego.

Opis projektu

Decyzja zapadła. Postanowiliśmy wydać książkę Krystiana – „Doktor Klik”. Jest wiele podobnych projektów, ale ten przypadek jest wyjątkowy z kilku względów. Stoi za nim piękna historia. Zacznijmy jednak od autora. Krystian Klag – chłopiec z zaburzeniami autystycznymi, napisał szereg opowiadań, które zostały opublikowane w szkolnym czasopiśmie. Samodzielnie przygotował też ilustracje. I zarówno treść, jak i wersja graficzna są okraszone jego wyjątkowym stylem. Zdania, jakie stworzył, postacie i słowa od razu nakreślają jego sposób patrzenia na świat. Rysunki są czarno-białe, bo Krystian nie lubi kolorów. Jego unikalna kreska sprawiła, że jeszcze przed wydaniem książki doczekał się wystawy. Jednak w tej całej historii urzekło mnie coś innego. I nie był to fakt, że chłopak w tak młodym wieku napisał książkę, ani tym bardziej to, że jego postrzeganie świata jest nieco inne, zaburzone przez autyzm. Osobiście, dałam się uwieść Krystianowi za szczery i hojny gest – przekazanie zysku ze sprzedaży na pomoc dzieciom, z podobnymi problemami. Co za gość??? Rozczuliło mnie to totalnie.

Książka sama w sobie także jest wyjątkowa. Przedstawia perypetie Doktora Klika, szalonego naukowca, zmagającego się z codziennością. A ta codzienność wcale nie jest taka oczywista. Są dinozaury, zamki, piraci, ale też żona i dziecko. Wszystko opowiedziane w przezabawny sposób, w swojej prostocie idealnie trafiające do dzieci, ale też pełne metafor, które dorosłym dają wiele do myślenia. No dobra, ja mam osobisty stosunek do tej książki, czytam ją z wypiekami na twarzy. Ale otwarta buzia mojej córki (3 lata) – gdy czytam jej o przeróżnych eliksirach, stworach lub wyjaśniam, czym jest karninator – sama też mówi za siebie. Opinie innych są podobne.

Doktor Klik

Drużyna Klika

Pisząc „My”przy realizacji projektu, mam na myśli grupę 6 wspaniałych dziewczyn, znajomych, które postanowiły spotykać się przy piwie i zrobić coś fajnego dla innych. Prawda jest taka, że częściej to była kawa niż piwo, a realizacja odbywała się też po nocach, gdzieś między pracą, studiami i zmienianiem pieluch (to już mój przypadek ;) Dziewczyny znały się wcześniej, ja dołączyłam jakby z boku, na zaproszenie Łukasza Kalicińskiego (NotJustShop), który to projekt zainicjował. Jednak szybko się zgraliśmy, dumnie nazywając siebie Drużyną Klika:

Drużyna Klika

Cel i czas trwania projektu

Od początku mieliśmy jasno sprecyzowany cel – wydanie książki. I po to się spotkaliśmy. Jednak chcieliśmy zrobić coś jeszcze:

  • przełamać stereotyp dzieci z zaburzeniami autystycznymi, które często postrzega się jako „problematyczne”. My chcieliśmy pokazać, że są to zupełnie normalne osoby, które inaczej (często lepiej) patrzą na świat.
  • zrealizować marzenie chłopca o wydaniu swojej książki
  • pomóc finansowo placówce, w której uczy się autor książki – Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy
    dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Krakowie.

Zamierzaliśmy to zrobić w ok. 3 miesiące, ale zeszło ponad rok. I przyznaję, że wielokrotnie spadała nam motywacja, ciężko było posuwać się do przodu. Na tej drodze, pojawiali się jednak niezwykli ludzie i zdarzały się takie sytuacje, które dawały nam porządnego kopa, by działać dalej. Ale kwestia wątpliwości i trudności w prowadzeniu działań charytatywnych, to już jest temat na kolejny wpis.

A co mówią dziewczyny o przedłużającym się procesie?

Brygida - "Doktor Klik"Faktem jest, że początkowo, jak zgłosiłam się do pomocy przy książce Krystiana, myślałam, że zamkniemy ten projekt w miesiąc, góra dwa. Rzeczywistość okazała się trochę inna –  projekt się bardzo przedłużał, jednak ani razu nie przeszło mi przez myśl, by się poddać i odpuścić. 

Karo "Doktor Klik"Za każdym razem, kiedy chciałam rzucić ten projekt w kąt, wyobrażałam sobie Krystiana, który czeka na to, by wziąć do ręki swoją własną książkę.  To mi wystarczyło, by wiedzieć, że ten projekt musi być skończony. 

– 

Model finansowania

Dokładnie wiedzieliśmy, jaki jest nasz cel. Jednak nie do końca mieliśmy sprecyzowane pomysły na jego realizację.

Marta - "Doktor Klik"Największym wyzwaniem było dojście do wspólnej wizji całego projektu. Pomysłów na wydanie „Doktora Klika” i na realizację całego przedsięwzięcia przez cały ten czas było naprawdę dużo. Każda z nas widziała to trochę inaczej i w niektórych kwestiach ciężko było dojść do kompromisu.

Rozważaliśmy różne opcje, poniżej kilka z nich:

  1. Współpraca z wydawnictwem – ten pomysł odrzuciliśmy szybko. Po kilku konsultacjach zdecydowaliśmy, że nie chcemy oddawać w ręce wydawnictwa praw do decydowania o książce. Zależało nam też na przekazaniu jak największej kwoty do ośrodka, a taka współpraca wymagałaby poniesienia większych kosztów. Oczywiście tym samym utrudniliśmy sobie dystrybucję i całą promocję, jednak postanowiliśmy zaryzykować na tym etapie, by móc ewentualnie książkę rozwijać dalej.
  2. Inwestor zewnętrzny – ten pomysł także odrzuciliśmy. Znalezienie kogoś, kto zainwestowałby środki, by potem czerpać zysk ze sprzedaży, nie byłoby jakimś problemem. Kwoty do włożenia w projekt nie były wielkie. Jednak nie o to tu chodzi. Zysk miał przecież trafić do dzieciaków. Im więcej, tym lepiej. Skoro Krystian na tym nie zarabia, to czemu ma zarabiać ktoś inny? Jakoś nam to nie pasowało.
  3. Znalezienie firmy, która projekt mogłaby objąć mecenatem – i tu przyznaję można było zadziałać bardziej. Idealnie byłoby mieć u boku markę, która mogłaby sfinansować wydruk większej liczby książek, a my spokojnie zajęlibyśmy się dystrybucją i promocją.  Podjęłam rozmowy z kilkoma przedsiębiorcami, jednak projekt nie rezonował wystarczająco z ich wizją wspierania sztuki. I szczerze Wam powiem, że czuję, że w tym aspekcie można jeszcze coś zrobić w przyszłości. Puszczam wirtualne oko do zainteresowanych ;)
  4. Crowdfunding – ten pomysł podsunął mi Maciek Budzich (prowadzi bloga o mediach, reklamie i marketingu www.mediafun.pl).  Tak się jakoś złożyło, że rozmawialiśmy o jego projekcie „Biblia Audio„, który finansuje ze zbiórki społecznościowej i zapytał czemu właściwie nie chcemy zrobić tego samego z Doktorem Klikiem? No właśnie, czemu? I na to pytanie już nie potrafiłam odpowiedzieć. Za dużo było plusów, by to odrzucić. Nasz zespół szybko zaakceptował pomysł i uruchomiliśmy projekt na platformie PolakPotrafi.pl (link do projektu) Dla osób, które jeszcze nie zetknęły się z tym modelem finansowania, dodam tylko, że crowdfunding (finansowanie społecznościowe) polega na zebraniu wpłat od społeczności, zainteresowanej wsparciem. Po zebraniu odpowiedniej kwoty, projekt jest realizowany.

Realizacja

Większość działań prowadziłyśmy samodzielnie. Zadania rozdzielaliśmy między siebie i na początku zarządzaliśmy całym procesem w programie Wrike. Potem okazało się, że o wiele lepiej sprawdza się w naszym przypadku fejsbukowy Messenger. Szczerze polecam każdemu Wrike’a, jest nieoceniony. Jako jeden z niewielu programów ma wykres Gantta i bardzo przejrzysty interfejs. Ale prawda jest taka, że w naszym przypadku nie było potrzebne aż takie narzędzie do zarządzania. Mail i komunikator na FB wystarczyły zupełnie. Spisywaliśmy ze spotkania na spotkanie, co jest do zrobienia i każdy brał to, na czym się znał. Powiecie, że prostacka metoda? Może i tak, ale w naszym przypadku wystarczająca. Zbyt skomplikowane procesy utrudniały komunikację i mam wrażenie, że uproszczenie wszystkiego pomogło, by ruszyć do przodu z impetem.

Brygida - "Doktor Klik"Jak się okazało, najprostsze rozwiązania są najlepsze. Można by było też lepiej popracować nad zarządzaniem projektem, komunikacją w zespole oraz rolami poszczególnych osób w projekcie, natomiast myślę, że i tak z tym sobie fajnie poradziliśmy.

Marta - "Doktor Klik"

Była to też nasza pierwsza styczność z wydawaniem książki, o wielu rzeczach nie miałyśmy pojęcia, na pewno więc coś z kwestiami wydawniczymi mogłybyśmy zrobić lepiej.

– 

Wsparcie mediów i biznesu

Prawda jest też taka, że nie dalibyśmy rady, bez pomocy i zaangażowania innych osób. Byli z nami wolontariusze, firmy, celebryci, media itp. Widać było, że ta historia urzekła nie tylko nas. Nie sposób wymienić wszystkich, ale chciałam spisać dla Was jak najwięcej, by pokazać, że zjednoczenie środowiska biznesowego w celach charytatywnych wcale nie jest trudne. Wystarczy pogadać, przedstawić wizję i już. Część odmówi, część zignoruje, ale ZAWSZE znajdzie się ktoś, kto pomoże. Wielkie dzięki dla:

NotJustShop – zainicjowanie akcji i poznanie Drużyny Klika z Krystianem, wsparcie promocji

Hotel Kanonicza 22 – udostępnił nam przepiękne wnętrze na nagranie filmu promocyjnego

Owl Lab – współpraca przy kręceniu i montowaniu filmu promocyjnego

Print AB Drukarnia – wydruk książek po kosztach

Józef Pawłowski – został ambasadorem akcji w mediach

W wolnych chwilach studio – korekta, skład i najogólniej ujmując – przygotowanie książki do druku

Brand24 – bieżący monitoring mediów

Instytut Monitorowania Mediów – sprawdzenie, jaki wygenerowaliśmy ekwiwalent reklamowy dzięki publikacjom

Media: Tu wielkie ukłony dla Fakty TVN, TVP,  Radio Zet Gold, Radio Kraków, Onet i wielu innych za materiały o Kliku. W kolejnym wpisie podam linki do publikacji i przygotuję szczegółową analizę komunikacji.

TVN o Doktorze Kliku

– 

Wyniki

Naszym celem na Polak Potrafi było zebranie kwoty 5000 zł. Umożliwiłoby nam to wydruk książek oraz wysyłkę do osób, które wsparły projekt. Finalnie, zebraliśmy 12 374 zł z czego 9991,12 zł trafiło do ośrodka.

Co dalej?

Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Co chwilę pojawia się ktoś, kto chce projekt pchać dalej, drukować więcej i więcej sprzedawać. I myślę sobie, że ludzie to jednak są spoko. O Doktorze Kliku będzie jeszcze głośno, może wieczorek autorski, może regularna sprzedaż w księgarniach, może czytanie w TV? Osiągnąć możemy wszystko, bo ta historia nie przestaje urzekać.

Karo "Doktor Klik"

Takie akcje przywracają wiarę w społeczeństwo – mówię tu o zaangażowaniu w zbiórkę pieniężną, wsparciu, okazaniu dobra.

– 

Jeśli są wśród Was osoby, które chciałyby mieć tę książkę, lub dołożyć swoją cegiełkę do realizacji kolejnego wydania, to śmiało dawajcie znać. W newsletterze będę puszczać informacje o kolejnych etapach. Zostawcie maila, a nic Was nie ominie. —> Zapisz się na newsletter.


Zostań ze mną na dłużej ;)

Daj się zainspirować do tworzenia wartości w biznesie. Obserwuj mnie na:

4 thoughts on “WYdajMY KLIKa – crowdfunding case study | Cz. 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *